Członkowie ZPP RP coraz bardziej zaniepokojeni. Rośnie konkurencja na rynku papryki

-Sezon 2017 nie sprzyjał uprawie papryki w Polsce. Zimna wiosna plus przymrozki, które wyrządziły szkody nie tylko w sadach, ale także w nasadzeniach papryki, później chłodne lato spowodowało mniejsze niż zwykle zbiory papryki w naszym kraju – mówi w rozmowie z serwisem www.sadyogrody.pl Paweł Myziak, członek Zrzeszenia Producentów Papryki Rzeczypospolitej Polskiej.

W sezonie 2017 średnio zbiory papryki w gospodarstwach były mniejsze od 15 do 30% w porównaniu do poprzednich lat. Niestety mniejsze zbiory papryki nie zostały zrekompensowane poprzez wzrost cen, które były niższe niż w roku 2016, co w konsekwencji doprowadziło do kolejnego roku z rzędu, w którym notowaliśmy spadek opłacalności produkcji – mówi Paweł Myziak.

I zaznacza, że konkurencja w segmencie papryki na rynku europejskim jest bardzo silna, podobnie jak w innych produktach. – Dlatego bardzo trudno jest podnosić ceny sprzedaży, gdyż zaczyna się wtedy tworzyć miejsce dla papryki z importu. Jeszcze kilka lata temu nie baliśmy się zbyt mocno konkurencji, patrzeliśmy w przyszłość bardzo optymistycznie. Teraz rosnące z roku na rok koszty produkcji każą nam patrzeć z niepokojem na dalszy rozwój produkcji papryki w rejonie Potworowa i w całym subregionie radomskim. Konkurencja jest totalna i wyniszczająca – tłumaczy.

– Hiszpanie wydłużają swój okres zbiorów i coraz mocniej ich sezon zaczyna zazębiać się z polską papryką. Sezon holenderskich producentów papryki też się wydłużył i zaczyna coraz bardziej pokrywać się z naszym. Do tego wszystkiego dochodzi Ukraina z rosnącą w błyskawicznym tempem produkcją, w którą inwestują celem przedłużenia swojego sezonu grupy producentów z Hiszpanii oraz firmy holenderskie. Rosnący potencjał w produkcji papryki to także Rumunia, Mołdawia, Macedonia, co można było zaobserwować podczas targów Fruit Logistica w Berlinie. Z subregionu radomskiego wystawiała się jedna firma promująca paprykę (EURO-PAPRYKA) zaś z Mołdawii, Macedonii, Izraela krajów o podobnym potencjale produkcyjnym było ich po kilka, nie mówiąc o narodowych stoiskach Hiszpanii, Holandii, Włoch, gdzie wystawiało się po kilkadziesiąt firm – przyznaje Paweł Myziak.

Wyjaśnia, że globalizacja – czyli konkurencja na rynku papryki stała się bezwzględna w szczególności w sytuacji zamknięcia niezwykle chłonnego rynku rosyjskiego, który wbrew wszelkim sceptykom znalazł już inne źródła dostaw papryki np. Turcja, Iran i jak widać Rosja może się obejść bez polskich produktów. – W szczególności brak możliwości eksportu papryki na rynek rosyjski dało się odczuć w przypadku papryki żółtej (rynek rosyjski od wielu lat był dużym jej odbiorcą), której ceny w 2017 roku osiągnęły przysłowiowe dno. Myślę, że wielu producentów nie posadzi z tego powodu papryki żółtej w 2018 roku – dodaje.

– Polska jest niekwestionowanym liderem w produkcji papryki słodkiej typu California Wonder w naszej części Europy. Powierzchnia upraw papryki w Polsce to około 1100 ha. Jeśli chodzi o areał upraw papryki, to w Almerii jest on na poziomie 9 400 ha, w całej zaś Hiszpanii sięga 18 500 ha. We Włoszech jest to natomiast 11 400 ha, w Holandii około 11 000 ha, w Grecji zaś 4 900 ha. W Polsce wzrasta powierzchnia upraw papryki, ale bardzo powoli. Coraz bardziej popularne w produkcji stają się papryki typu Kapia oraz różne odmiany papryk ostrych i strąkowych – wylicza Paweł Myziak.

Jakie oczekiwania mają członkowie Zrzeszenia Producentów Papryki Rzeczypospolitej Polskiej względem 2018 roku? – Życzylibyśmy sobie wszyscy, aby rok 2018 był rokiem powrotu do opłacalnych cen i przyzwoitych wydajności. Zrzeszenie Producentów Papryki Rzeczpospolitej Polskiej, chce pozyskać środki z Funduszu Promocji Owoców i Warzyw na promocje naszej papryki zarówno w kraju, ale także na rynkach zagranicznych. Jesteśmy po pierwszych poprawkach wniosku i z dużym prawdopodobieństwem uda nam się środki na promocje pozyskać – mówi Myziak

– Musimy promować naszą produkcję nie tylko w Polsce, ale także na rynkach sąsiednich krajów. Niestety promocja wiąże się z kosztami, ale musimy te koszty ponosić. Nie możemy liczyć, że ktoś inny za nas będzie promował naszą paprykę. Do pewnego momentu papryka z naszego subregionu broniła się sama poprzez swoje unikalne walory smakowe. Teraz nadszedł czas, aby zrobić kolejny krok. Trzeba zadbać o to, aby klient zarówno polski, jak i zagraniczny świadomie sięgał po paprykę wyprodukowaną w naszym subregionie. A to wymaga pracy, pracy i jeszcze raz pracy oraz funduszy, o które Zrzeszenie ciągle czyni starania – mówi Paweł Myziak.

Na szczęście w tych staraniach nie pozostajemy sami. Szczególne podziękowania należą się władzom samorządowym, które zaangażowały się w prace Zrzeszenia Producentów Papryki i mu pomagają. Nie sposób nie wymienić tutaj i nie podziękować wójtowi Gminy Potworów Markowi Klimkowi, Starostwu w Przysusze czy też samorządowcom z Gminy Przytyk, którzy czynnie wspierają nasze Zrzeszenie we działaniach – dodaje.

źródło: www.sadyogrody.pl